|
LIST DO ŚWIATA - WYBORY 2005 Niedługo
głosujemy na naszych przedstawicieli do Sejmu i Senatu.
Super! Będziemy mogli wybrać spośród siebie ludzi, którzy pokierują Polskę w
świetlaną przyszłość. Ale fajnie.
Mam przyjaciółkę - Martę.
Jestem pewny, że ona byłaby znakomitym posłem. Jest inteligentna, zna się
świetnie na polityce i czuje potrzeby ludzi. Dzwonię do niej.
Marta, musisz zostać posłem! Ja, cała nasza paczka i wiele innych osób będzie na
Ciebie głosować.
No tak, ale co dalej?!
Marta chce, my chcemy i co z tego? Co mamy z tym zrobić?
Mamy rozłożyć stolik w Rynku i zbierać podpisy? To przecież utopia, nikt nas nie
zna. Może w takim razie zaczniemy od prasy, radia lub telewizji. Pokażemy naszą
Martę światu, powie jakie ma idee i jak je będzie realizowała.
Nie ma żadnego problemu, wszystkie media chętnie nadadzą naszej kampanii
odpowiedni charakter i wypromują naszego kandydata.
Pozostaje tylko jeden drobiazg - nie stać nas na to!
I tu mógłbym ciągnąć ten temat jeszcze bardzo długo,
tylko że to nie ma sensu. Żyjemy w wolnym kraju, ale wolność w przypadku
rządzenia Polską (nie tylko) ogranicza się do wyboru jednej z istniejących opcji
politycznych.
A kampania wyborcza.
Po prostu rozkłada mnie całkowicie na łopatki. To przecież niewiarygodne, że
tyle dorosłych ludzi robi z siebie debili, tylko po to, aby pokazać, jacy to oni
nie są wyjątkowi.
Tak bardzo się wszyscy nagle zmieniają na ten jeden, przedwyborczy miesiąc, tak
bardzo teraz nas kochają.
Krew mnie zalewa jak to oglądam. Nie ma ani jednego, który uczciwie powiedziałby
np. "w Polsce jest źle, ciężko cokolwiek poprawić i na pewno nie uda mi się w
ciągu jednej kadencji ale mam kilka pomysłów i zrobię wszystko aby choć część z
nich zrealizować...". Gdyby wymienił te pomysły i byłyby sensowne, to na 100%
oddałbym na niego głos bez względu na to z jakiej byłby partii czy opcji.
Niestety, polityka to biznes.
Wszyscy się kreują i z każdym będzie nam jak w raju...
Trafiony
|