|
LIST DO ŚWIATA - PO CO TO WSZYSTKO...?!
Urodziliśmy się...
Tak, żyjemy i pracujemy i za wszelką cenę staramy się odsunąć myśli o śmierci.
Tylko raz w roku, w dniu Wszystkich Świętych zastanawiamy się - PO CO TO
WSZYSTKO?!
Życie przeplata nam smutki i radości. Pamiętamy o wszystkim
co dobre nam się w życiu przytrafiło ale waga złych doświadczeń jest znacznie
większa i ona dominuje nasz umysł, nawet jak tego nie chcemy.
Śmierć jest jedyną pewną ponad jakąkolwiek wątpliwość
przyszłością każdego. Nie mogę zrozumieć dlaczego na świecie jest tyle zła,
czemu ona ma służyć?! Budzi się we mnie wściekłość i bezradność. Biegamy, bijemy
się o wszystko aby zapewnić sobie i najbliższym wszystko co najlepsze, ale
patrzymy w kategoriach życia. Rozwiązujemy problemy, szukamy lepszej pracy - ale
po co...?! Przecież i tak każdy dzień zbliża nas do mety!
Im większa liczba świeczek na urodzinowym torcie, zaczynam
coraz częściej myśleć o tym co zbliża się wielkimi krokami. Realnie patrząc
wiem, że mam jeszcze czas, ale wiem również, że to może mnie spotkać w każdej
chwili. Co wtedy? Co dalej...?! Czy po prostu zgasnę i nie będzie mnie?!
Wiara dodaje mi otuchy. Wiem, że śmierć to nie koniec, ale
nie mogę pojąć po co jest życie? Skoro ono jest tylko banalną przejażdżką, to po
co ta próba? Po co zbierać wielki bagaż bolesnych doświadczeń, skoro nikt z nich
nie skorzysta po moim odejściu?!
Sprytnie sobie to wszystko urządziliśmy - nie ma co.
Żyjemy pełnią życia, spędzając jego 1/3 część w pogoni za przetrwaniem, 1/3 śpiąc a
pozostałą resztkę dzieląc na wszystko inne, sprowadzające się na ogół do
kolejnych
obowiązków i drobnych, przemijających jak meteor przyjemności.
Czy Bóg tak zaplanował świat czy my go spartaczyliśmy?
Przecież wcześniej czy później to musi się rozwalić! Wielka energia musi
eksplodować! Nie da się wiecznie trzymać tego, co cały czas się gromadzi. Życiem
kieruje zasada, że jak upadniesz, to trzeba ci jeszcze dokopać, abyś nie wstał.
A co kieruje śmiercią...?!
Boję się śmierci, bo jej nie rozumiem.
Wierzę w Boga ale nie wiem czy postępuję tak, aby otrzymać nagrodę. Nie wiem, bo
to co "dzisiaj" jest normą, kiedyś było zbrodnią. Dźwięczą mi w uszach słowa
naszego Wielkiego Papieża; "Nie lękajcie się..."! Czego mam się nie lękać, życia
czy śmierci?
Jak On to mówił, wszystko wydawało się proste. Serce aż rwało się by Go słuchać,
On docierał do duszy. Ale Jego już tu nie ma i nie powie mi "nie lękaj się...",
nie wytłumaczy...
Trafiony
|